czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 26

"Maxi"

Kiedy wreszcie dojechałem pod mój dom to przez chwilę wahałem się czy powinienem do niego wejść. Trochę się obawiam spotkania z rodzinką. Dobra. Trzy, dwa, jeden .. wchodzę.
- Maximiliano Ponte, gdzieś ty był ?! - naskoczyła na mnie mama.
- Ja ci powiem gdzie był - powiedziała Elvira, która w tej chwili stanęła obok mojej mamy. - Był u swojej dziewczyny. I ciekawe co tam robili ...
- Tak, byłem u swojej dziewczyny ale my nic złego nie robiliśmy.
- Taa, jasne.
- Ty się nie odzywaj bo sama okłamałaś mamę.
- Puść tylko parę z ust a cię zabiję!!
- Elvira!!! - oburzyła się mama.
- To przez ciebie siostra Naty ma amnezje!
- Co to amnezja ?
- Nie udawaj głupiej.
- Nie udaję.
- Amnezja to utrata pamięci.
- Haha, no i dobrze jej tak.
- Zamknij się gówniaro!! Już wystarczająco narobiłaś!! Zdzira.
- Maxi!!! - oburzyła się mama, tym razem na mnie.
- Wydrapię ci oczy jeżeli cokolwiek powiesz!
- Och nie, już się boję.
Elvira się na mnie rzuciła ale byłem szybszy i ubezwładniłem ją na ziemi tak że nie mogła się ruszyć.
- Puszczaj! Aua, to boli!! Mamo!!! - zawyła Elvira próbując się wywinąć z mojego mocnego uścisku. W tej chwili do salonu weszła ciotka.
- Maxi!! Puszczaj ją! - wydarła się na mnie. Podniosłem się z ziemi a Elvira chwilę po mnie ale z płaczem poleciała do swojego pokoju.
- Masz szlaban! Nie możesz się nigdzie ruszać no chyba że do studia! A teraz idź do pokoju i do obiadu nie chcę cię tu widzieć! - powiedziała mama, patrząc na mnie surowo. Bez słowa ruszyłem do mojego pokoju i tak trzasnąłem drzwiami że obraz z mojej ściany spadł na ziemię i się potłukł. Zaklnąłem pod nosem i zacząłem zbierać z podłogi szkło, które później wyrzuciłem do kosza.

"Violetta"

Hablemos de una vez
Yo te veo pero tú no ves
En esta historia todo está al reves
No me importa esta vez
Voy por ti , voy
Hablemos de una vez
Siempre cerca tuyo estaré

Aunque no me veas, mírame
No me importa esta vez
Voy por ti
Voy por ti, voy por ti
Voy por ti

- Dziękuję Leon. Poprawiłeś mi humor - przytuliłam się do chłopaka.
- Dla ciebie wszystko - pogładził mnie Leon po włosach. Już się do siebie zbliżaliśmy, dzieliły nas tylko milimetry...
- Siema gołąbeczki ! - obok nas pojawił się Federico.
- Fede ! Czego ty tu chcesz ?!
- Chciałem wam tylko powiedzieć że jak się nie ruszycie to spóźnicie się na lekcje śpiewu.
- Dzięki za poinformowanie - rzuciłam wściekle i wzięłam Leona za rękę po czym udaliśmy się do sali śpiewu.

"Maxi"

- Maxi! Obiad!! - usłyszałem wołanie mamy. Odłorzyłem na łóżko tablet i zszedłem na dół, choć nie miałem na to najmniejszej ochoty. Zastałem już wszystkich przy stole i się do nich dosiadłem. Spojrzałem ukradkiem na Elvirę. Miała całą załzawioną twarz ale mi jej wcale nie było szkoda. Z takim gówniarami trzeba sobie radzić. Zacząłem szybko jeść starając się mijać wzrokiem z Elvirą.
 - Elvi, my chyba wrócimy, do Włoch - powiedziała po chwili ciszy ciocia.
- Co ?! Dlaczego ? Nie możecie mi tego zrobić! Nie zostawię studia! Poznałam tu prawdziwą przyjaciółkę ..
- Jeśli mówisz o Ludmile, to wiedz że ona tobą manipuluje - nie mogłem się powstrzymać.
- Ty się lepiej swoją dziewczyną zajmij!!
- Nie mów mi co mam robić!
- Bo co mi zrobisz ?!
- Dzieci! Spokój! - wtrąciła ciocia. - W każdym bądź razie musimy wyjechać z Buenos Aires bo widzisz jak twój "kochany" kuzynek cię tu traktuje. Musimy was rozdzielić.
- Ale to jego wina a nie moja! Dlaczego ja muszę na tym cierpieć ?!
- Przykro nam Elvira - powiedziała mama. Zobaczyłem jak Elvira wybuchnęła płaczem. W tej chwili naprawdę było mi jej szkoda. Wyjeżdża stąd i to z mojej winy.
- Przepraszam - powiedziałem po chwili ze spuszczoną głową. Wszystkie spojrzenia skierowały się w moją stronę. - Nie chciałem żebyś cierpiała. Jesteś moją najlepszą kuzynką i powinienem był cię docenić. Nie zrobiłem tego i naprawdę teraz załuję.
Przez resztę obiadu nikt się nie odezwał, myślałem że już straciłem ich zaufanie. Po posiłku wstałem od stołu i ruszyłem w stronę mojego pokoju.
- Maxi - zatrzymała mnie Elvira i odwróciłem się w jej stronę. - Chciałam ci podziękować .. za to co mówiłeś. Kocham cię kuzynku.
Ruszyłem w stronę kuzynki i przytuliłem ją do siebie.
- Ja ciebie też - wyszeptałem jej do ucha.
- Oni tak słodko razem wyglądają, nie możemy ich rozdzielić - powiedziała mama.
- Dobra, zostajemy w Buenos Aires - postanowiła ciocia. Elvira pisnęła ze szczęścia i rzuciła mi się na szyję. 

"Naty"

Jest już jedenasta w nocy a ja chodzę w krótkim T-shirtcie po parku i szukam mojej siostry. Od dziesięciu godzin nic innego nie robię tylko jej szukam. Powinnam teraz grzecznie spać w moim ciepłym łóżku a nie włóczyć się po mieście. Gdzie ona przepadła ? Boję się że coś jej się stało. A co jeżeli ją porwali lub co gorsza uprowadzili ?! Cholernie się boję ale trzeba iść dalej. Dobra, spokojnie, napewno jej nic nie będzie. Pewnie, siedzi teraz gdzieś na ławce i płacze. Tak, napewno .. Nagle poczułam że upadam. Ja niezdarna, się o coś potknęłam. Było ciemno ale widziałam jakiś cień na trawie. Przerażona wyciągnęłam z kieszeni komórkę i oświetliłam teren. Ale to co tam zobaczyłam po prostu zmroziło mi krew w żyłach. Na ziemi
leżała .. Lena!! Na jej widok, nogi sie pode mną ugieły i twardo upadłam obok niej. Była nieprzytomna i miała liczne pocięcia na ciele, z których lała się stumieniami krew. A oprócz tego była cała posiniaczona i brudna. Dopiero po chwili zauważyłam że miała przecięte czoło, twarz całą w krwi i lekko poderżnięte gardło. Byłam spanikowana i nie wiedziałam co mam robić. Wybuchnęłam niepohamowanym płaczem i ledwo udało mi się wybrać numer do Maxi'ego.


"Maxi"

Już prawie spałem, kiedy usłyszałem że mój telefon dzwoni. Odebrałem.
- Cz .. cześć - usłyszałem po drugiej stronie roztrzęsiony głos Naty.
- Naty, co się stało ? - zapytałem zaspany.
- Obudziłam cię ?
- Nie. Naty, niepokoisz mnie. Mów co się stało!
- Chodź tu szybko.
- Gdzie ?!
- Do parku.
- Już lecę.
Rozłączyłem się i wyskoczyłem z łóżka. Założyłem spodnie i nałożyłem na siebie jeszcze jakąś bluzę po czym wyszedłem z mojego pokoju. Pzemknąłem po cichu na palcach do schodów, starając się nikogo nie obudzić. Na schodach było już trochę trudniej bo niektóre skrzypiały. Kiedy nadepnąłem na taki skrzypiący to tak się przeraziłem że dalej już biegłem. Dotarłem do drzwi i wyszedłem z domu na ciemną, choć oświetloną ulicznymi latarniami ulicę. Zacząłem wołać swoją dziewczynę ale niestety nie dostałem odpowiedzi. Gdy byłem już w parku to ponowiłem próby wołania Naty ale wtedy już dostałem odpowiedź. Szybko pobiegłem za głosem dziewczyny i chwilę później znalazłem sie obok ciemnej postaci siedzącej na ziemi. Wyciąnąłem telefon i włączyłem w nim latarkę, świecąc nią na prawo i lewo.
- Co się stało ?! - zapytałem z niepokojem.
Naty nie odpowiedziała tylko pokazała palcem przed siebie. Oświetliłem tam teren i zobaczyłem leżącą tam Lenę. Była w tragicznym stanie. Powstrzymałem się żeby nie zaklnąć i pomogłem Naty wstać. Następnie wziąłem Lenę na ręce i ruszyłem z dziewczynami do ich domu.

"Naty"

Boję się że moja siostra już tego nie przeżyje. Co ja wtedy zrobię ? Do tego jest mi zimno, jestem głodna i umieram z pragnienia. Przez całą drogę nic się nie odzywałam tylko ciągle szlochałam. W końcu dotarliśmy do domu i ledwo co weszłam do środka. Usiadłam na kanapie a obok mnie Maxi położył Lenę. W świetle jej rany były dużo bardziej wyraziste.
- Masz może gdzieś apteczkę ? - zapytał mnie Maxi.
- Ttak .. jjest w .. kkuchni .. w szzawce .. nnad ppiecem - jąkałam się nie przestając płakać. Maxi poszedł do kuchni ale po chwili już wrócił ze sprzętem medycznym. Uważnie przyglądałam się jak opatrywał całe
ciało Leny. Robił to z wielką dokładnością i czułością.
- Naty, podasz mi wodę utlenioną ? - wyrwał mnie z rozmyśleń chłopak. Zrobiłam to co kazał po czym w dalszym ciągu się temu przyglądałam. Kiedy Maxi skończył to mocno mnie przytulił. Pewnie wiedział że to jest dla mnie teraz bardzo ciężkie a Lena jest najbliższą mi osobą. Kiedy skończyliśmy sie uściskać to Maxi udał się w stronę drzwi.
- Idziesz do domu ? - zapytałam go.
- Tak. Mam szlaban i nigdzie z domu nie mogę się ruszać. Jakby rodzice zauważyli mój brak to pewnie by szału dostali - wyjaśnił.
- Rozumiem. Ale zadzwoń jak dojdziesz do domu. Będę się mniej martwić o ciebie.
- Zadzwonię, obiecuje.
Chłopak pocałował mnie w policzek po czym wyszedł z mojego domu. Rzuciłam jeszcze zrozpaczone spojrzenie siostrze, która w dalszym ciągu była nie przytomna i pognałam na górę do mojego pokoju. Wykonałam wszystkie wieczorne czynności i z ciężkim sercem rzuciłam się na łóżko. Czekałam na ten telefon od Maxi'ego i czekałam .. już oczy mi się zamykały. I nagle słyszę dzwonek telefonu.
- Naty, już doszedłem do domu, więc nie masz potrzeby się o mnie martwić - usłyszałam głos mojego chłopaka.
- Dobrze, dziękuję za to jak zająłeś się moją siostrą i za wszystko co dla mnie zrobiłeś.
- Nie ma sprawy. Czego się nie robi dla ukochanej osoby. Muszę już kończyć bo boję się że kogoś obudzę. Kocham cię. Pa.
- Ja ciebie też. Pa pa.
Maxi się rozłączył a ja położyłam telefon obok łóżka i położyłam się na boku próbując zasnąć. Po jakiejś godzinie mi się udało.
***
Macie tutaj moją kolejną beznadzieję :) Czasem się zastanawiam po co w ogóle bloga prowadzę .. eh, dobra nie ważne. Wena mnie znowu opuściła -,- Już pod koniec tego rozdziału jej nie miałam i nie wiem co dalej :/ Dobra, miłych wakacji i pa pa ;** <33
(A tutaj dodaję boskie zdjęcie Alby *__* )


9 komentarzy:

  1. boski !!!!!!!!!!
    szkoda że wena cię opuściła :( bo ja mam jej sporo
    Jaki Maxiu opiekuńczy <3333333333

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaka beznadziejna???? Przecież ten rozdział jest boski
    Maxi jaki opiekuńczy<333
    Biedna Lenka :(
    Czekam na next<333

    OdpowiedzUsuń
  3. Zarąbisty!
    Ale mam proźbę
    Niech Lenie pamięć nie wraca i niech dalej podrywa Maxiego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha :D Niestety pamięć jej wróci :) Ale może też będzie go podrywać ? Kto wie :) <3

      Usuń
  4. Więc rozdział cudowny wspaniały no ideał <3
    Mnie też wena opuściła nawet rozdziału nie zaczęłam pisać a tak wo gule zapraszam do siebie :)
    http://nie-wierz-w-przypadki.blogspot.com/
    Mam nadzieje , że skomentujesz do dla mnie ważne...
    Maxi jaki kochany <3
    Lenka Lenka niech Maxiego podrywa :D
    Albo wiem niech go pocałuje i Naty to zobaczy no to wtedy będzie się działo :D
    Czekam na next <3 !

    OdpowiedzUsuń
  5. cudny <3
    kochany Maxi :)
    biedna Naty :(
    biedna Lena :(
    czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Maxi jaki troskliwy <3 ideał po prostu *-*
    Twój blog jest mega , nie mogę się od niego uwolnić :)
    Czekam na nexta :D
    A tutaj jest mój blog http://wiem-ze-odnajdziesz-mnie.blogspot.com mam nadzieje że wpadniesz :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kieeeeeedy bęeeeeeeedzieeee neeeeext? Nie mogę sie doczekać!

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz motywuje mnie do dalszej pracy ♥♥♥

Rozdział 31

"Naty" Jestem taka szczęśliwa, że spotkałam Francisco! Myślałam, że przypadki nie istnieją. Umówiłam się z nim na dzisiaj, że pójd...