Nie wiem o co chodzi Naty. Elvira naprawdę jest moją kuzynką i nie wiem dlaczego Naty mi nie wierzy jak ja prawdę mówię. Nie dawno przyszła do mnie Camila i zaczęła się pytać co to za Elvira i co mnie z nią łączy. To jej powiedziałem że to jest moja kuzynka i przypomniałem jej jak w dzieciństwie bawiliśmy się razem z moją kuzynką. Może ona jej nie poznała bo myślała że jest we Włoszech i się bardzo zmieniła. Sam nie wiedziałem że jest w Argentynie i gdy się dowiedziałem to mnie zszokowało ale jednocześnie bardzo się ucieszyłem. Camila zdając sobie sprawę z tego że Naty gniewa się na mnie za nic, wybiegła szukać jej ale niestety ja ją pierwszy spotkałem. Gdy usłyszałem od Naty że ona mnie nienawidzi i nie chce mnie znać to wkurzyłem się.
"Naty"
Po powrocie do domu wbiegłam do mojego pokoju niczym rakieta i wskoczyłam na swoje łóżko. Dlaczego powiedziałam mu że nie chcę go znać? jestem beznadziejna. Pewnie już mi nigdy tego nie wybaczy. Jednego dnia straciłam miłość mojego chłopaka a jednocześnie jego zaufanie. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi i do mojego pokoju weszła Lena.
- Hej Naty. Co się stało? - zapytała siadając obok mnie na łóżku.
- Pokłóciłam się z Maxim - odparłam i od razu posmutniałam.
- Nie martw się kochana. Jestem pewna że się pogodzicie. - pocieszała mnie Lena i przytuliła mnie do siebie. Moja siostra wyciągnęła spod mojego łóżka gitarę i zaczęła grać i śpiewać "Junto a ti" tylko że, w spokojniejszym tempie:
Pienso que las cosas suceden
Y el porque solo esta en mi mente
Siento que sola no lo puedo ver hoy, hoy, hoy
Ahora se, todo es diferente,
Veo que nada nos detiene
Yo lo se, mi mejor amiga eres tu
Jej głos był taki śliczny, a do tego fajnie grała na gitarze. Idealnie pasuje do studia.
- Dziękuję, poprawiłaś mi humor. - uśmiechnęłam się do Leny.
- Naty, przecież jesteś moją siostrą i musimy się wzajemnie wspierać - odparła Lena i ponownie się przytuliłyśmy.
- Lena, mam pomysł. Może upieczemy razem ciasto? - zaproponowałam.
- Dobry pomysł. - uśmiechnęła się dziewczyna - Ale czekoladowe - dodała.
- Jak chcesz. - zgodziłam się i zeszłam wraz z Leną na dół do kuchni.
- Mamo, robimy ciasto. - oznajmiła Lena mamie, która siedziała w salonie i oglądała telewizje.
- Dobrze, tylko nie spalcie domu. - odrzekła mama.
- Dobra, dobra. - powiedziała siostra i zaczęłam z nią składniki wykładać na blat. Wzięłam miskę i zaczęłam ubijać białko.
- Lena, wyciągnij mąkę, kakao i proszek do pieczenia - zwróciłam się do mojej młodszej siostry. Lena przytaknęła i wyciągnęła z szafki wszystkie potrzebne składniki o, które ją poprosiłam. Podeszła do mnie z mąką i wzięła garść w rękę, po czym we mnie nią rzuciła. Oddałam jej tym samym. Bitwa na mąkę zaczęła się na dobre. Nawet nie zdałyśmy sobie sprawy jakie jesteśmy od tego białe a przy tym cała kuchnia. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi i poszłam otworzyć. Za drzwiami zastałam Camilę.
- Hej Naty. Co się stało? - zapytała widząc jaka jestem biała.
- Piekę z Leną ciasto a przy okazji miałyśmy wojnę na mąkę. - odparłam.
- Fajnie. Mogę wam pomóc. A właśnie, Naty muszę z tobą o czymś porozmawiać. Mogę wejść? - zapytała Cami.
- Jasne. - przepuściłam dziewczynę do mojego mieszkania.
- Lena, my idziemy na chwilę do mojego pokoju a ty rób dalej to ciasto. - powiedziałam do mojej siostry i poszłam z Camilą na górę do mojego pokoju.
- To o czym chciałaś pogadać? - zapytałam.
- O Maxim. - powiedziała niepewnie Camila a ja przewróciłam oczami.
- Nie chcę o nim gadać. - powiedziałam.
- No to chociaż mnie wysłuchaj. - powiedziała Camila chwytając mnie za ręce.
- Niech ci będzie. - westchnęłam.
- Rozmawiałam z Maxim o tej Elvirze i to jest tylko jego kuzynka. I rzeczywiście miał w dzieciństwie kuzynkę imieniem Elvira. Sama kiedyś, jak byłam mała bawiłam się z nią i z Maxim. Nie warto jest kłócić się o takie coś. Radzę ci żebyś się z nim pogodziła. - powiedziała Cami i uśmiechnęła się do mnie.
- Nie wiem czy mi się uda z nim pogodzić bo .. powiedziałam mu że nie chcę go znać. - powiedziałam i usiadłam na moim łóżku i skryłam mokrą od łez twarz w dłoniach.
- Nie martw się kochana. Pomogę wam się pogodzić. - usłyszałam obok siebie głos Camili i poczułam jak mnie przytula. - A teraz chodź na dół bo inaczej będziesz musiała pożegnać się ze swoim domem. - zaśmiała się Cami przypominając mi o Lenie, która robi ciasto w kuchni i zeszłyśmy razem na dół.
- Lena, żyjesz tam jeszcze? - zapytałam ją.
- Żyję ale chyba zrobiłam coś źle.. - powiedziała i dopiero wtedy spostrzegłam kuchnię. Była cała biała i w cieście.
- Lena! - krzyknęłam na moją młodszą siostrę.
- No co "Lena"? Wiesz jak się kończy zostawianie mnie samej przy takich rzeczach. - broniła się Lena. Westchnęłam i wzięłam się z Camilą za sprzątanie bałaganu, który Lena zrobiła. No dobrze. Może to też jest moja wina. Po kilkudziesięciu minutach udało nam się ogarnąć cały ten bajzel.
- To od nowa robimy ciasto? - zapytałam.
- A może zrobimy pizze? - zaproponowała Camila.
Przystanęłyśmy na propozycji Camili i zaczęłyśmy się do tego przygotowywać.
"Maxi"
Musiałem z kimś o tym wszystkim pogadać, więc udałem się do resto bandu. Zastałem przy jednym stoliku siedzących Leona, Brodueya, Andresa i tego nowego Marco, więc udałem się do nich.
- Cześć chłopaki. - rzuciłem.
- Cześć. - odparli chórem.
- Maxi, co to za mina? - zapytał mnie Leon.
- Pokłóciłem się z Naty.. - odparłem smutno.
- Ooo Maxi, nie martw się, pogodzicie się. - pocieszał mnie Broduey.
- Nie wiem co mam teraz zrobić. Powiedziała że nie chce mnie znać. - powiedziałem.
- Hmm.. radziłbym ci ją ignorować do czasu aż zrozumie swój błąd. - powiedział Andres i spadł z krzesła. - Auć, Leon to bolało. - dodał.
- Serio? Myślałem że swędziało. - odparł Leon z uśmiechem od ucha do ucha.
- Nie, nie, Leon nie bądź głupi. Przecież to boli. - rzekł Andres nie rozumiejąc do końca słów Leona.
- Dzięki Andres za radę. - powiedziałem.
- Chłopaki, jak już mówimy o sprawach sercowych to mi podoba się taka Francesca. - powiedział Marco.
- Podoba ci się Francesca?! - zapytaliśmy chórem.
- Tak. Co mam zrobić żeby mnie polubiła?
- Kup jej kwiaty. Dziewczyny lecą na takie bajery. - powiedział nasz specjalista od spraw sercowych Andres.
- Dzięki Andres. - rzekł Marco i wybiegł z resto, prawie się zabijając po drodze.
- Ja też już muszę lecieć. - powiedziałem i wybiegłem z resto bandu.
"Federico"
Spacerowałem sobie po Buenos Aires, bo chciałem przemyśleć kilka spraw. Ujrzałem siedzącą na ławce blondynkę przez, którą serce mi szybciej biło. Tą blondynką była Ludmiła. Gdyby nie była taka wredna to może coś by z tego było. Postanowiłem działać i podszedłem do dziewczyny.
- Cześć Ludmiła - powiedziałem uśmiechając się do niej.
- Yyy.. cześć Federico.. muszę iść - powiedziała zakłopotana.
- Lu, czekaj! - krzyknąłem za oddalającą się dziewczyną. Pobiegłem za nią i złapałem ją za nadgarstek. Zbliżyłem twarz do jej twarzy i złożyłem delikatny pocałunek na jej ustach.
"Marco"
Kupiłem kwiaty tak jak poradził mi Andres i poszedłem poszukać Francesci. Na szczęście zastałem ją w parku i podszedłem do niej.
- Hej Francesca - powiedziałem.
- Yyy.. hej - odparła.
- To dla ciebie. - powiedziałem wręczając jej kwiaty.
- Och, dziękuję Marco, ale nie musiałeś. - uśmiechnęła się do mnie biorąc ode mnie kwiaty.
- Ale chciałem, Fran.. zostaniesz moją dziewczyną? - zaryzykowałem tym pytaniem.
- Yyy.. eee.. muszę lecieć. - rzuciła i pobiegła.
- Fran! - krzyknąłem za nią, ale ona już zniknęła.
"Naty"
Kiedy pizza była już gotowa to ja, Lena i Camila zasiadłyśmy przy stole i jadłyśmy.
- Dobre to nam wyszło. - powiedziała Lena.
My oczywiście się z nią zgodziłyśmy. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi i gdy je otworzyłam to do środka wpadła Francesca potrącając mnie.
- Kryć mnie! - krzyknęła
- Przed kim? - zapytałam.
- Przed Marco, on chciał.. żebym została jego dziewczyną. - wytłumaczyła.
- No to chyba dobrze, nie? - powiedziała Camila.
- Nie Cami, nie jest dobrze. Nie jestem gotowa. - odparła Francesca.
- On cię tu raczej nie znajdzie. - dodała Lena. Nagle z salonu wyszła zapłakana moja mama.
- Mamo, co się stało ? - zapytałam. Mama przez chwilę się zawahała, po czym wydusiła łamiącym się głosem:
- Naty, Lena, tata miał poważny wypadek i leży w szpitalu.
***
I jak ;) Trochę długi mi wyszedł ale takie właśnie będą rozdziały :) Końcówka trochę smutna :( I nie ma Naxi ;'( Ale jest fedemiła :D Następny nie wiem kiedy będzie ;* Pa paa <3 ;)
Przystanęłyśmy na propozycji Camili i zaczęłyśmy się do tego przygotowywać.
"Maxi"
Musiałem z kimś o tym wszystkim pogadać, więc udałem się do resto bandu. Zastałem przy jednym stoliku siedzących Leona, Brodueya, Andresa i tego nowego Marco, więc udałem się do nich.
- Cześć chłopaki. - rzuciłem.
- Cześć. - odparli chórem.
- Maxi, co to za mina? - zapytał mnie Leon.
- Pokłóciłem się z Naty.. - odparłem smutno.
- Ooo Maxi, nie martw się, pogodzicie się. - pocieszał mnie Broduey.
- Nie wiem co mam teraz zrobić. Powiedziała że nie chce mnie znać. - powiedziałem.
- Hmm.. radziłbym ci ją ignorować do czasu aż zrozumie swój błąd. - powiedział Andres i spadł z krzesła. - Auć, Leon to bolało. - dodał.
- Serio? Myślałem że swędziało. - odparł Leon z uśmiechem od ucha do ucha.
- Nie, nie, Leon nie bądź głupi. Przecież to boli. - rzekł Andres nie rozumiejąc do końca słów Leona.
- Dzięki Andres za radę. - powiedziałem.
- Chłopaki, jak już mówimy o sprawach sercowych to mi podoba się taka Francesca. - powiedział Marco.
- Podoba ci się Francesca?! - zapytaliśmy chórem.
- Tak. Co mam zrobić żeby mnie polubiła?
- Kup jej kwiaty. Dziewczyny lecą na takie bajery. - powiedział nasz specjalista od spraw sercowych Andres.
- Dzięki Andres. - rzekł Marco i wybiegł z resto, prawie się zabijając po drodze.
- Ja też już muszę lecieć. - powiedziałem i wybiegłem z resto bandu.
"Federico"
Spacerowałem sobie po Buenos Aires, bo chciałem przemyśleć kilka spraw. Ujrzałem siedzącą na ławce blondynkę przez, którą serce mi szybciej biło. Tą blondynką była Ludmiła. Gdyby nie była taka wredna to może coś by z tego było. Postanowiłem działać i podszedłem do dziewczyny.
- Cześć Ludmiła - powiedziałem uśmiechając się do niej.
- Yyy.. cześć Federico.. muszę iść - powiedziała zakłopotana.
- Lu, czekaj! - krzyknąłem za oddalającą się dziewczyną. Pobiegłem za nią i złapałem ją za nadgarstek. Zbliżyłem twarz do jej twarzy i złożyłem delikatny pocałunek na jej ustach.
"Marco"
Kupiłem kwiaty tak jak poradził mi Andres i poszedłem poszukać Francesci. Na szczęście zastałem ją w parku i podszedłem do niej.
- Hej Francesca - powiedziałem.
- Yyy.. hej - odparła.
- To dla ciebie. - powiedziałem wręczając jej kwiaty.
- Och, dziękuję Marco, ale nie musiałeś. - uśmiechnęła się do mnie biorąc ode mnie kwiaty.
- Ale chciałem, Fran.. zostaniesz moją dziewczyną? - zaryzykowałem tym pytaniem.
- Yyy.. eee.. muszę lecieć. - rzuciła i pobiegła.
- Fran! - krzyknąłem za nią, ale ona już zniknęła.
"Naty"
Kiedy pizza była już gotowa to ja, Lena i Camila zasiadłyśmy przy stole i jadłyśmy.
- Dobre to nam wyszło. - powiedziała Lena.
My oczywiście się z nią zgodziłyśmy. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi i gdy je otworzyłam to do środka wpadła Francesca potrącając mnie.
- Kryć mnie! - krzyknęła
- Przed kim? - zapytałam.
- Przed Marco, on chciał.. żebym została jego dziewczyną. - wytłumaczyła.
- No to chyba dobrze, nie? - powiedziała Camila.
- Nie Cami, nie jest dobrze. Nie jestem gotowa. - odparła Francesca.
- On cię tu raczej nie znajdzie. - dodała Lena. Nagle z salonu wyszła zapłakana moja mama.
- Mamo, co się stało ? - zapytałam. Mama przez chwilę się zawahała, po czym wydusiła łamiącym się głosem:
- Naty, Lena, tata miał poważny wypadek i leży w szpitalu.
***
I jak ;) Trochę długi mi wyszedł ale takie właśnie będą rozdziały :) Końcówka trochę smutna :( I nie ma Naxi ;'( Ale jest fedemiła :D Następny nie wiem kiedy będzie ;* Pa paa <3 ;)
Pierwsza !
OdpowiedzUsuńBoski zresztą jak zawsze <3
czekam na next :)
Fajny
OdpowiedzUsuńAndres spadł z kszesła heha i jego cenna rada